1

Chełm – podziemia kredowe

Spread the love
  •   
  •   
  •   
  •   
  •   
  •   
  •   
  •   
  •   
  •   
  •   Yum
  •   
  •   
  •  
  •  

 

www.wyborcza.pl , Anna Janowska :
Chełm na kredzie stoi – dosłownie. Pod miastem kilometrami ciągną się kredowe podziemia, których strzeże Duch Bieluch
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

By obudzić Ducha Bielucha i uprzedzić go o naszym przyjściu, trzy razy uderzamy kołatką w masywne drzwi zabytkowej kopalni kredy. Dopiero teraz możemy zejść do podziemi. Wokół bielusieńkie ściany – kreda do pisania w czystej postaci. W sztucznym świetle jest burożółta, ale na ubraniu zostawia białe ślady. W powietrzu unosi się pył. Zimno – panuje tu stała temperatura ok. 9 st. C.

Kredę wydobywano w Chełmie już w średniowieczu, najwięcej – w XVII i XVIII w. Górka Chełmska, na której leży miasto, kryje w sobie złoża sięgające nawet 800 m w głąb Ziemi.

Podziemia to wynik wydobywczej samowoli – prawie każdy mieszkaniec miał w piwnicy „prywatną” kopalnię i na własną rękę (niekiedy podkopując swój dom) wydobywał kredę. Każdy eksploatował kredowe złoża, jak mógł. Dlatego korytarze przypominają poplątaną pajęczynę: łączą się ze sobą, mijają, biegną wielopoziomowo, a niektóre sięgają nawet 20-25 m głębokości. Podobno mają ok. 40 km.

Samowola trwała do XIX w., kiedy chodniki zaczęły się zapadać na taką skalę, że władze miasta zakazały wydobycia kredy. Na długie lata o nich zapomniano i dopiero budowa wodociągów miejskich pozwoliła odkryć kredowe korytarze na nowo. Podczas II wojny światowej (jak i w czasie wcześniejszych napaści czy grabieży) chronili się tu mieszkańcy Chełma, wśród nich liczni wówczas Żydzi.

W latach 60. kredowe lochy same przypomniały o sobie – w samym centrum zapadła się ulica. Wtedy zaczęto myśleć o ich zabezpieczeniu, a w 1985 r. udostępniono zwiedzającym. Przejście prawie 2-kilometrowej trasy prowadzącej ok. 16 m pod ziemią trwa godzinę. Krążymy korytarzami o łukowatych sklepieniach. Mijamy namalowaną na ścianie panoramę Chełma i studnię, do której niegdyś wrzucano śmieci – dziś są cennym źródłem informacji o dawnych czasach. Znaleziono m.in. monety, skorupy naczyń. Kawałek dalej zastygłe w kredzie muszle i skamieliny. Ubrany w bury strój z kapturem górnik-manekin pokazuje, jak wydobywano niegdyś kredę. Nie podpierano korytarzy, nie stosowano planów, więc niejednemu kredowe stropy zwaliły się na głowę.

Docieramy do komory Ducha Bielucha. Gaśnie światło. Ktoś mówi: – Rozumiem teraz, co to są egipskie ciemności. Cisza jak makiem zasiał. Nagle w stroboskopowym świetle pojawia się duch. Dzieci piszczą, dorośli się uśmiechają. A duch opowiada, jak straszył rzezimieszków i poszukiwaczy skarbów pałętających się po podziemiach. Na koniec obiecuje, że spełni jedno życzenie wypowiedziane w ciemności z ręką przyłożoną do kredowej ściany. I znika.

W drodze powrotnej przewodniczka Grażyna Biernacka opowiada, do czegóż to ludzie nie używali kredy. Służyła nie tylko do pisania, ale jako bielidło do twarzy i proszek do czyszczenia zębów i metalu. Mylne jest powszechne przekonanie, że chełmianie budowali z kredy domy – wznosili je z podobnej kolorystycznie opoki.

Z kopalni niedaleko do najcenniejszego zabytku Chełma – późnobarokowego popijarskiego kościoła Rozesłania Świętych Apostołów. Uchodzi on za jedno z najwybitniejszych dzieł Pawła Antoniego Fontany. Masywny kościół z białą fasadą i z dwiema wieżami budowano od 1753 r. przez 10 lat. Powstał na miejscu świątyni ufundowanej w XV w. przez Władysława Jagiełłę na pamiątkę zwycięstwa pod Grunwaldem (pomogło mu w tym rycerstwo z ziemi chełmskiej).

W środku bogactwo złoceń, obrazów, fresków. Ani jeden fragment ścian nie pozostał pusty. Polichromie stworzył nadworny malarz Augusta III Sasa Józef Mayer. Tuż przy wyjściu mój wzrok przykuwa niewielka figurka Dzieciątka Jezus. Siedzi z nogą założoną na nogę i o wiele bardziej przypomina pogrążonego w medytacji Buddę niż Jezusa.

Chełm to miasto pogranicza i kontrastów. Po drodze do cerkwi św. Jana Teologa przechodzę obok dawnej synagogi z 1912 r.

Cerkiew tonie w zieleni, tylko jej zwieńczone czerwoną blachą pękate kopuły wystają ponad drzewa. Wzniesiono ją na planie krzyża greckiego w latach 1846-50 na potrzeby stacjonującego tu podczas zaborów garnizonu rosyjskiego. W środku XIX-wieczny ikonostas, w jego centrum replika obrazu Matki Boskiej Chełmskiej. Całości dopełniają złocone, ażurowe żyrandole i chorągwie.

Nad Chełmem góruje późnobarokowa bazylika Narodzenia Najświętszej Marii Panny, również projektu Fontany. Ma strzelistą, śnieżnobiałą fasadę z dwiema wieżami, ale wnętrze jest puste, pozbawione ozdób. To tu w 1795 r. koronowano obraz Matki Bożej Chełmskiej. Dziś w bazylice wisi tylko jego replika – oryginał wywieźli w 1915 r. Rosjanie do Łucka na Ukrainie.

Warto wdrapać się na 40-metrową dzwonnicę tuż obok bazyliki. Strome schody prowadzą obok ogromnych dzwonów (dary mieszkańców Chełma) na taras widokowy. Stąd na cztery strony świata rozciąga się panorama Chełma. Widać nie tylko piękny park przy bazylice, zwieńczone krzyżem wzniesienie zwane Wysoką Górką kryjące w sobie średniowieczny gród, ale także blokowiska, kominy fabryki, ogromne osiedle kolejowe z okresu międzywojennego. Całość – budynki i ulice – miały stworzyć kształt orła. Budowę przerwała druga wojna światowa, powstało 150 bloków (nie dopatrzyłam się orlej głowy).

Na rynku otoczonym kolorowo malowanymi kamienicami, tuż obok przykrytej daszkiem studni miejskiej rozłożył się kram z pamiątkami. Króluje Duch Bieluch w różnych postaciach, np. jako magnes na lodówkę i gliniana figurka z wybałuszonymi oczami. Wybieram przypominającego naparstek duszka szczęścia – podobno wystarczy „podrapać w lewą piętę”. Nie wiem tylko, czy siebie, czy ducha…

www.national-geographic.pl:

Podziemne labirynty Chełma mogą liczyć nawet 40 km. (Fot. Travelphoto)

Ponad 40 lat temu pod jadącą ciężarówką zapadła się jedna z głównych ulic Chełma. Zupełnie przypadkowo odkryto wówczas pod miastem plątaninę korytarzy. Część zasypano, ale fragmenty udostępniono turystom. Dziś Chełmskie Podziemia Kredowe to punkt obowiązkowy podczas zwiedzania nie tylko miasta, ale i regionu. Przekraczam bramę do podziemnego świata. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach wilgotnej skały. Tam, gdzie światło natrafia na kredę, odbite od czystej skały, rozświetla zaskakująco dużą przestrzeń, dając przy tym tajemniczą poświatę. Nagle wyłania się duch Bieluch, powiernik ukrytych w podziemiach skarbów. Strażnik tajemniczego labiryntu korytarzy i niewielkich komór o białych jak śnieg ścianach. Przez 2 km wspinam się w górę, to znów schodzę w dół, poznając kolejne poziomy krętych korytarzy. Mijam ślepe odcinki zawalonych chodników, potężne kredowe filary, lochy i ciągi rozwidlających się i krzyżujących chodników, które po szybko powodują absolutny zanik poczucia odległości, stron świata i upływającego czasu. Jestem w podziemnym królestwie dawnych sztolni i wyrobisk, które niczym szwajcarski ser dziurawią całe wzgórze. Na nim wznosi się miasto. Wzgórze zbudowane zostało z kredy, której grubość pokładów szacowana jest czasami nawet na 800 m! Pierwsze wzmianki o pozyskiwaniu kredy w obrębie miasta pochodzą jeszcze z XIII w. Wydobywali ją wszyscy mieszkańcy i to bez jakiejkolwiek kontroli. Prace eksploatacyjne trwały do XIX w. Na początku XX w. zakazano ich już całkowicie. Kiedy po przejściu labiryntu wychodzę na powierzchnię, miasto, które przecież nic się nie zmieniło w trakcie mojej krótkiej wizyty pod ziemią, w moich oczach wygląda jednak zupełnie inaczej.

www.national-geographic.pl:

Kamienica zniknęła w 1956 r. Stała przy ulicy Lubelskiej – jednej z głównych ulic Chełma, niedużego miasta, które dziś leży na polskiej Ścianie Wschodniej, a przez wieki znajdowało się w centrum Rzeczypospolitej.

Pewnego dnia dom po prostu zapadł się pod ziemię! Mieszkańcy miasta prędko przypomnieli sobie o rozciągających się pod starówką tajemniczych średniowiecznych korytarzach. Lata 50. ubiegłego wieku nie sprzyjały jednak wyjaśnianiu dawnych legend i tajemnic, więc dom po cichu odbudowano, a o dziwnych tunelach szybko zapomniano. Podziemia nie pozwoliły jednak tak po prostu wymazać się z pamięci – przypomniały o sobie w równie spektakularny sposób jeszcze raz.

W latach 70. na tej samej ulicy Lubelskiej w powstałej nagle wyrwie w ziemi zniknęła cała ciężarówka! Na szczęście nikomu nic złego się nie stało. Czasy były już wówczas nieco inne, więc po tym wydarzeniu włodarze miasta sięgnęli po dawne plany, wezwali na pomoc górników ze Śląska i rozpoczęli eksplorację oraz zabezpieczanie jedynych istniejących na świecie podziemi kredowych.

Ich początki giną w mroku historii. Prawdopodobnie po raz pierwszy mieszkańcy osady (podniesionej do rangi miasta przez Władysława Jagiełłę) zaczęli drążyć tunele około XIII w. Pierwsze korytarze powstały w okolicach góry zamkowej. Wbrew pozorom nie było to trudne zadanie, ponieważ Chełm leży na obszarze zbudowanym z miękkich skał: kredy, wapienia oraz margli. Wydobywana kreda była stosowana w farbiarstwie, do budowy domów, przy wytopie metali, ich polerowaniu i do produkcji leków.

Ponieważ zapotrzebowanie na białe kruszywo było spore, a handlarze przyjeżdżali po nie z odległych części kraju, wkrótce w miękkiej kredowej skale kopał już każdy, kto popadnie. Większość właścicieli domów rozpoczynała budowę sztolni… we własnej piwnicy! Według dokumentów miejskich pochodzących z XVII w. na 100 kamienic stojących na chełmskim Starym Mieście aż 80 miało wówczas pod piwnicami kredowe podziemia.

Z czasem pod miastem powstała istna plątanina łączących się ze sobą korytarzy, przy której ser szwajcarski wydaje się tak prosty jak warszawska linia metra. Co odważniejsi górnicy wgryźli się w głąb kredy aż na 30 m, chaotycznie drążąc korytarze na pięciu poziomach. Wydobycia zabroniono dopiero w XIX w., kiedy to na powierzchni zaczęły pękać ściany budynków. Do dziś na jeden z chełmskich placów – Edwarda Łuczkowskiego (dawny rynek staromiejski) – nie wolno wjeżdżać samochodami, ponieważ znajdujące się pod nim korytarze grożą zawaleniem. Co ciekawe, tylko dwa budynki w tym mieście mają 6 pięter (hotel i szpital), pozostałe najwyżej cztery – także z uwagi na groźbę zawalenia się kredowych podziemi.


Nikt tak naprawdę nie wie, ile jest dokładnie korytarzy wyrąbanych w kredzie pod Chełmem. Przyjmuje się, że 15 km, ale też każdy z przewodników wyraźnie mówi, że jest wiele starych sztolni, do których nikt nie wchodzi (bo są zasypane) i nie wiadomo – ani jaką mają długość, ani dokąd prowadzą. Niektórzy utrzymują, że aż do odległego o kilkanaście kilometrów Stołpia.

Nie wiadomo też do końca, do czego kredowe podziemia były jeszcze używane. Podobno ukrywano w nich kosztowności, kiedy w okolicy wrzały niepokoje, z jakich były znane kresy Rzeczypospolitej. Podobno wykorzystywano je również jako magazyny żywności, ale (podobno) jedni drugim „od spodu” podbierali zapasy. Podziemia musiały być wartościowe, skoro posiadanie wejścia do „lochów” z piwnic kamienicy w XVII i XVIII w. podnosiło cenę nieruchomości. W kredowych korytarzach w czasie II wojny światowej ukrywali się także liczni chełmscy Żydzi.

O wielkiej wartości Chełmskich Podziemi Kredowych warto się przekonać samemu. Po zniknięciu ciężarówki na ulicy Lubelskiej część korytarzy została udostępniona do zwiedzania. W połowie kolejnej dekady, czyli w latach 80., powstała licząca 1,5 km trasa turystyczna, która prowadzi przez labirynt białych lochów, wyrobiska, sale, chodniki i studnie. Na trasie można podziwiać nie tylko korytarze rozciągające się pod miastem, ale też wczuć w pracę „kredowych” górników. Znajdują się tam także wystawy archeologiczne, teatr dla dzieci, a nawet zdarzają się koncerty kameralne oraz bankiety.

Wałęsających się pod ziemią turystów musi postraszyć duch chełmskich podziemi „Bieluch”. To zjawa niegroźna i niezłośliwa – lubi dzieci i zajmuje się spełnianiem życzeń. Podobno najbardziej lubi te romantyczne.

Komu bliżej do talerza niż romantycznych uniesień, ten może wprost z chełmskich podziemi wyjść do jednej z dobrych lokalnych restauracji. A tam spróbować wyjątkowej mieszanki kuchni polskich kresów. Polecam!

POLECAMY bo znamy autora i treść:

ChPK -tytułowa

CHEŁMSKIE PODZIEMIA KREDOWE. Wyjątkowy zabytek górnictwa kredy”. Wydanie II, uzupełnione (str. 168, 47 fotografii, 45 rycin). Chełm 2016.

RECENZJE

Tadeusz Mikoś

Jako recenzent mam nadzieję, że przybliżając problematykę górniczych podziemi Autor spełnił oczekiwania wielu czytelników i wypełnił rażącą lukę wydawniczą w dziedzinie zabytkowego górnictwa. Sądzę, że czytając poniższą monografię miłośnicy i mieszkańcy Chełma lepiej poznają bogatą historię swojego miasta, a czytelnicy spoza Chełma chętniej odwiedzą tajemnicze i piękne Chełmskie Podziemia Kredowe, aby lepiej poznać to oryginalne stare „zagłębie białego złota”.

Andrzej Bronicki

Opracowanie ma logiczną i przejrzystą konstrukcję. Problematyka podstawowa została zaprezentowana na szerokim tle uwarunkowań środowiskowo – historycznych.

Z pewnością mocną stroną książki są ilustracje, których zamieszczono bardzo dużo. Szczególną wagę mają rysunki przebiegu znanych (trasa turystyczna) i mniej znanych (poza trasą) odcinków wyrobisk. W takiej postaci sieci Chełmskich Podziemi Kredowych jeszcze nikt nie publikował…

FRAGMENTY

Ze zwierząt jednokomórkowych ogromne znaczenie miały otwornice. Można je rozpoznawać dopiero w powiększeniu, pod mikroskopem. Ponieważ to otwornice są jednym z podstawowych budulców utworów kredowych, bardzo trafne jest określenie zalegających tu pokładów kredy jako gigantycznego cmentarzyska otwornic…

Wszystkie dzieci wiedzą, że kreda jest używana w szkole do pisania po tablicy, ale tylko starsi chełmianie wiedzą, że w wielu chełmskich szkołach jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku nikomu do głowy nie przychodziło, by kredę do szkoły kupować w sklepie…

Kazimierz Czernicki tak pisze: „Ktoby chciał dostać się do tego podziemia, musi przede wszystkim prosić właściciela (taka „prośba” kosztowała wówczas 1 zł – przyp.J.T.) o pozwolenie przejścia przez jego piwnicę, a następnie zaopatrzyć się w świece, a to dla ustrzeżenia się od gazu, lub braku tlenu do oddychania…

Niezwykle intrygującym, powtarzającym się elementem niektórych opowieści jest motyw istnienia podziemnego jeziora. Udokumentowanie tego aspektu wypraw świadczyłoby o istnieniu podziemnych wyrobisk położonych bardzo głęboko, to jest około 25-30 metrów od powierzchni rynku. Niektórzy opowiadali o ogromnych salach z kredowymi kolumnami, a nawet odkryciu stajni bądź obór.

Ponieważ zachowały się tylko dwa wydane drukiem przekazy i relacje „lochołazów”, warto je przytoczyć w całości….

Poniżej 10-12 m ściany studni, wydrążonej w litej kredzie, nie były zabezpieczane, a dopiero na głębokości od 22,5 m do 24 m wykonano bardzo solidną, dobrze zachowaną w momencie odkrycia cembrowinę z bierwion dębowych. Dno wysypano półmetrową warstwą piasku, który pełnił rolę filtra …

Bardzo ciekawym zagadnieniem jest też sposób przygotowania kopalń do eksploatacji. Ta chełmska specjalność polegała na rozpoczynaniu prac z piwnic domów stojących w obrębie zabudowy staromiejskiej. Zwykle było to wyrobisko prowadzone pod kątem około 450, najczęściej poza obrysem fundamentów własnego domu, aż do litej skały, którą w tym rejonie osiągano już na poziomie 5-7 m od powierzchni. Ponieważ zdawano sobie sprawę z ryzyka zawału, w miejscach tych stosowano obudowę murową, zwaną szyją murowaną. Tak przygotowana „szyja” stanowiła dopiero prawdziwe wejście do kopalni….. Wzorcowy przykład takiego wejścia do kopalni znajduje się pod budynkiem przy ul. Lubelskiej 27. Solidnie wykonane szyje murowane były nie tylko wejściem do kopalni….

Komora ta jest ilustracją chaotycznej, bezplanowej eksploatacji kredy, również tłumaczy jak z biegiem lat w wyniku zupełnie przypadkowego łączenia się często niewielkich, pojedynczych wyrobisk powstał pod miastem wielokilometrowy labirynt wyrobisk na kilku poziomach, który nigdy do końca nie został i chyba już nie zostanie poznany. Wchodząc do komory znajdujemy się na wyższym poziomie wydobywczym, czytelny jest poziom tego chodnika i jego urwany przodek, gdyż poniżej z prawej strony znajduje się chodnik na niższym poziomie, który wchodził prawie prostopadle pod górny. Strop nie wytrzymał obciążenia i nastąpił zawał, łącząc dwa poziomy różnych kopalń i tworząc komorę. W komorze zachował się oryginalny napis sprzed wybuchu II wojny światowej „Pomiary, Chełm 26.VII.1939”,

Największym jednak atutem podziemi pod Chełmem jest rodzaj pozyskiwanego pod ziemią surowca, którym jest czysta skała kredy piszącej. Jest to jedyna, znana nie tylko w Polsce i w Europie lecz na świecie podziemna kopalnia kredy. Obiekt ma walor unikatu na wielką skalę….

Zainteresowani publikacją mogą kontaktować się z autorem ,

e-mail: j.tworek4@upcpoczta.pl

tel: 600 435 667

 

Andrzej Wawryniuk – Leksykon miejscowości powiatu chełmskiego:

Bogata przeszłość przyrodnicza i historyczna chełmskiego wzgórza jest źródłem najfantastyczniejszych opowieści o podziemiach. Do najbardziej niewiarygodnych należą wersje, jakoby lochy w kredzie ciągnęły się popod dnami rzek i bagien do sąsiednich zamków i miast na odległość do kilkudziesięciu kilometrów. Również ludowym podaniem czy też bajką może być wersja, iż ze starej studni na Górze Chełmskiej podziemną rzeką wypływały na zewnątrz wpuszczane tu jakoby ryby.     Często spotkać można było przypuszczenia, iż lochy chełmskie są pochodzenia naturalnego i zostały przez ludzi rozszerzone i pogłębione. Autorytatywnie wypowiedział się w tej sprawie prof. dr H. Maruszczak (UMCS), według którego „zespół zjawisk krasowych związanych z kredą jest dość osobliwy. Właściwości fizyczne kredy decydują o tym, że w zespole zjawisk krasowych brak jest typowych form podziemnych”. W związku z tym „nie ma podstaw do przewidywania, aby mogły się rozwinąć strumienie wód podziemnych, które wyżłobią podziemne kanały”. Odnośnie podziemi chełmskich wyraża on opinię, że „korytarze te nie miały żadnych założeń naturalnych i nie zaczną się rozwijać pod wpływem sił przyrodniczych”.     W uzupełnieniu tej wypowiedzi można dodać, iż w szczelinach spękanych pokładów skały kredowej poniżej poziomu wód zaskórnych znajduje się woda, która bardzo utrudniała kopanie kanałów dla rur kanalizacyjnych w ostatnich latach. Do niedawna w starym parku miejskim było źródło wodne, ongiś wykorzystywane dla celów kultowych, które zanikło po obniżeniu się poziomu wody w podłożu. Wydaje się, iż wody te udaremniłyby możliwość wykopania i wykorzystania lochów kredowych w obniżeniach dolin.     Skoro wyklucza się powstanie lochów w kredzie na drodze naturalnej, a zachowane i znane ich odcinki nie wykazują śladów działania sił przyrodniczych, należy powrócić do źródeł historycznych. Kronikarz ziemi chełmskiej Jakub Jan Susza (biskup unicki chełmski), który obserwował i badał różne zjawiska w Chełmie i okolicach, wspomina jakieś zapadliska na głównej ulicy prowadzącej w kierunku młyna na rzece Uherce. Przypuszcza on, że są one śladami „zaginionej podziemnej rzeki”, którą zapewne sugerowało mu wspomniane już źródełko w pobliżu młyna wodnego.     Ważniejszą dla historii chełmskich lochów kredowych jest wzmianka tego J. Suszy o wydobywanej w Chełmie kredzie, którą wtedy już rozwożono po całej Rzeczpospolitej. Dr Władysław Grabski, który wraz z prof. Wiktorem Zinem prowadził badania w Chełmie, oświadczył, iż odnalazł dokument stwierdzający, że z Chełma do Krakowa sprowadzono 17 wozów kredy (w XVI w.). W roku 1694 burmistrz chełmski Teodor Leśkiewicz pozwał Piotra Leśkiewicza m. in. z tytułu niezapłacenia mu za daną do sprzedaży kredę, a pozwany przed sądem wyjaśnił, że tę kredę sprzedawał nie on, ale nieżyjący już Krupa.     Miejskie akta chełmskie zachowały się dopiero od XVII wieku i w nich spotyka się wzmianki o istniejących już lochach, wyraźnie odróżnianych od piwnic, ale mających z nimi połączenia. Ponieważ wzmianki te są lakoniczne i nieliczne wydaje się celowym przytoczenie ich w oryginalnym brzmieniu w chronologicznej kolejności.     W dokumencie z 1690 r. znajdujemy wiadomość o zapisie sprzedaży przez mieszczkę chełmską Mariannę Zabierowiczową„domu drewnianego z sklepem murowanym, gruntem, izdebkami, piwnicą, lochami”, a w kamienicy należącej do Jerzego Krasuskiego i dzierżawionej przez Piotra Sidorowskiego w roku 1698 „od kraty, która jest drewniana, w lochu z piwnicy idąc tamże od zawiasy oddaite”. Stanisław Mateusz na Rozdole Rzewuski, referendarz koronny, sprzedał w 1704 r. Mikołajowi i Annie Sidorowskim „grunt starościński, zamkowy, naprzeciwko ojców Scholaram Piarum, teraz spustoszały, pusty, z piwnicą zawaloną, lochem zapadłym, także i gruncikiem małym do placu przyległym”.     Testament Marianny Kucharskiej z 1721 r. wymienia „dom drewniany z drugiemi izdebkami w kupie zostającymi, z komorami, piwnicą, locham i inszemi rzeczami, między miedzami: z jednej strony od drogi publicznej ku bramie Lubelskiej ciągnącej, a z drugiej także publicznej drogi ku bramie Krasnostawskiej ciągnącej”. W opisie domu Szymona lrszowicza z roku 1728 wyszczególniona została również „piwnica murowana z dwiema lochami i lochy w krydzie wycinane”. Na Placu Trybowym naprzeciwko ratusza chełmskiego w 1750 r. Szloma Lejzorowicz posiadał „sklep dolny alias piwnica, drugi sklepik przy nim, oboje murowane, przy nich lochy wybrane w skale i podmurowane, taksowane złotych polskich siedymset”, natomiast pod domem Szymona Zajwelowicza była „piwnica dolna murowana z lochami wybranemi, taksowana złotych polskich 800″.     W 1752 roku Urząd Kondecensjorialny wydzierżawią kamienicę w części należącej do podstolego bełskiego Michała Wydżgi i „puszcza w tejże summie (3060 zł) piwnicę całą murowaną i loch pod schodami w krydzie kowany”, w szóstej sumie pozostałej po mieczniku kaliskim Władysławie Koczorowskim „przydaje loch w krydzie kowany z piwnicy j.w. Wydżdze podanej, do którego drzwi go prawej race od ulicy Zamkowej, ostrzegając wolne przejście przez wrota i sień do sklepu, także schody i piwnicę do lochu”.     W przekładzie skryptu hebrajskiego z 1754 r. zawierającym akt sprzedaży domu Frejdli Lewkówny i Bencia Moszkowicza podano, że „w tymże domostwie przeciwko izby szynkownej, z górami, z dachem, z piwnicą murowaną, z lochami i sklepem murowanym nad piwnicą, od głębokości ziemi do wysokości nieba (-) nie zostało się u wspomnianego Borucha Lewkowicza z pieniędzy przedażnych i szeląga jednego; tedy zostaje to domostwo ze wszystkiemi komórkami i z kramnicami, z piwnicą i z sklepem, z lochami i ze wszystkim porządkiem pomienionemu Boruchowi (-) wiecznemi czasy”.     Z dalszych dokumentów wynika, iż lochy wykute lub wybrane w skale kredowej znajdowały się również pod obiektami nie będącymi własnością prywatną. W inwentarzu pałacu – zamku starościńskiego z 1770 roku wymieniony jest „loch z szyją murowaną”, a w akcie wydzierżawienia prezydentowi miasta Chełma Wojciechowi Nowickiemu i Józefowi Boguchwalskiemu, landwójtowi, dochodu z ratusza, wyszczególniono „izbę dolną z sklepem, piwnicą i lochem”.     Lochy kredowe występują zwykle jako przedłużenia piwnic, stąd mogły być stale pogłębiane pod sąsiednie posesje, ulice lub jako niższe kondygnacje. Kubatura wyrobisk może sugerować, iż kredę wydobywano nie tylko na własny użytek właściciela placu. Skutki tego kopalnictwa dawały się odczuwać już w XVIII wieku, czego ilustracją jest dokument z 1787 roku. Delegowani wówczas przez Magistrat chełmski urzędnicy: ławnik przysięgły Stefan Siroczyński i woźny Józef Dobrowolski po obejrzeniu lochów pod domem Lejzorczynym zeznali, „iż naprzeciw kościoła ichmościów Scholarum Piarum (-) pod ulicą publiczną na łokci ośmnaście popod ziemią podkopali się (-) przeto z rozkazu tegoż Magistratu (-) zostając aresztowani z zakazem, aby więcej pod ulice lochów nie podbierali”.     Sprawa podziemi i lochów chełmskich w pierwszej połowie XIX wieku wyszła poza zainteresowania rady miejskiej. Naczelnik powiatu krasnostawskiego (Chełm wtedy należał do tego powiatu) 9 kwietnia 1845 r. zarządził zrewidowanie lochów i zamurowanie otworów w miejscach, gdzie znajdowany się wyrobiska kredy. Stwierdzono wtedy, że „przez wybranie kredy pod znaczną powierzchnią miasta korytarze były w różnych kierunkach zagłębione”. Rewizję przeprowadzał budowniczy (architekt) powiatowy w obecności burmistrza miasta Chełma. W protokóle z 23 maja 1845 r. zachowanym w Aktach Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchowych w Warszawie zapisano, że „pod domem nr 5, należącym do Mieliła Erlicha, a w piwnicy murowanej, sklepionej z cegły palonej na wapno, znajduje się wejście z korytarzem w
kredzie wyrobionym długości 12, szerokości łokci 4″, wysokości łokci 3 – do dwóch otworów w kredzie wydrążonych. Otwór pierwszy wprost korytarza trzyma długości łokci 25, szerokości łokci 5, wysokości łokci 3″, z tego otworu naprawo jest drugi otwór długości 22, szerokości 3″, wysokości 7 łokci. Oba te wyłamy w skale litej kredy są dosyć porządne i foremne, kopanie knedli od dawnych czasów zaniechano i dziś służą właścicielowi na skład trunków, niebezpieczeństwem załamania nie zagrażają”.     Odtąd ponad pół wieku było głucho o tej chełmskiej osobliwości. Na początku XX wieku wspomniał o niej w swoich materiałach rękopiśmiennych Cyprian Walewski pisząc: „Pod całem zaś miastem, mianowicie pod domami żydowskiemi ciągną się podziemne lochy, z których ciągle wybierają kredę, ta stanowi największy handel w całem mieście”. Dziś można wątpić w to, że kreda stanowiła najważniejszy artykuł w chełmskim handlu, raczej był to najosobliwszy towar.     W roku 1911 chełmski oddział Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego zorganizował pierwszą w historii lochów chełmskich wycieczkę tury styczną do nich. Odtąd były one znów zapomniane aż do 1936 r., kiedy to natrafiono na nie w trakcie kopania rowów pod rury wodociągowe. Prowadzący te prace inż. Denisow docenił wartość zabytkową i krajoznawczą podziemi kredowych i przyczynił się do ich udostępnienia turystom w ostatnich latach przedwojennych. Udostępniony ciąg lochów otrzymał wtedy oświetlenie elektryczne, wejście znajdowało siew piwnicy kamienicy Kupferów przy ul. Lubelskiej 27, wyjście pod skarpą kościelną przy ul. 3 Maja (róg Lubelskiej). Kazimierz Czemicki w swojej książce „Chełm – przeszłość i pamiątki” ostrzegał zwiedzających przed odcinkami lochów, gdzie nawet zapałka nie chciała się palić, radził zaopatrzyć się w szpagat lub cienki drut, który umożliwiałby odnalezienie powrotnej drogi.     Nie można wykluczyć możliwości ukrywania się w lochach ludzi w czasach wojen i niepokojów, zwłaszcza dowiodła tego ostatnia wojna, kiedy to próbowali ukrywać się i bronić w lochach likwidowani przez hitlerowców Żydzi. W czasie 1 wojny światowej lochy służyły chełmskim handlarzom do ukrywania towarów przed wścibskimi żołnierzami austriackimi. W czasie 11 wojny Niemcy polecili władzom miejskim zlikwidowanie wejść do podziemi przez zasypywanie lub zamurowanie pod groźbą kary, co miało uniemożliwić ukrywanie się prześladowanym i ściganym ludziom.     Przez wiele lat po ostatniej wojnie chełmskie lochy były penetrowane przez młodocianych amatorów „lochołazów”, chociaż te wyprawy niezupełnie były bezpieczne. (…) W tym okresu: władze miejskie Chełma przeżywają inne emocje. Obserwują bowiem dziwne zaniki zawartości szamb, przesączanie się wody opadowej pod bruk na terenie starego miasta. W 1960 r. zapadły się lochy w parku dawnego Powiatowego Domu Kultury na ul. Lubelskiej 4, innym razem zapadł się słup telefoniczny, a kulminacją tych niecodziennych zjawisk było zapadnięcie się jezdni, chodnika i ściany frontowej domu 29 listopada 1965 r.     Pierwsze ekspertyzy i dokumentacje wykonane zostały przez Politechnikę Krakowską (Katedry Historii Architektury Polskiej i Konstrukcji Budowlanych). Pracownicy naukowi tej uczelni oraz studenci rozpoczęli metodyczne badanie miasta, jego struktury nadziemnej jak i podziemnej. W trakcie tych prac ujawniono daleko posuniętą destrukcję kredowych podziemi. Okazało się, że w obrębie średniowiecznych fortyfikacji Chełma niemal cała zabudowa posadowiona jest na kredowych wyrobiskach, które tworzą pod miastem prawdziwy labirynt przejść i korytarzy. Stwierdzono również, że te kredowe podziemia mają unikalną wartość zabytkową w skali europejskiej, i że ze względu na ich architekturę i swoiste piękno nie można zrezygnować z udostępnienia ich społeczeństwu.     W celu zabezpieczenia starej części Chełma przed awariami naukowcy z Politechniki Krakowskiej musieli opracować nowe metody, gdyż dotychczas wypróbowane metody górnicze zawodziły. Kreda jest bowiem dość niezwykłą skałą, która wstanie suchym wytrzymuje nacisk 100 kg na 1 crrf, a zawilgocona staje się masą plastyczną. W tym tkwi groźba dla zabudowy Chełma i najważniejszy problem wysuszenia kredowych korytarzy. W dniach 16 i 17 grudnia 1966 r. odbyła się w Chełmie sesja naukowa, zorganizowana przez Stowarzyszenie Architektów Polskich przy współudziale wielu innych instytucji. Wśród aktualnych problemów urbanistyczno-konserwatorskich m. Chełma znalazły swe miejsce podziemia, od rozwiązania których trzeba zacząć wszelkie planowanie na terenie starego śródmieścia. Był to pierwszy wypadek zajęcia się naukowców sprawą kredowych wyrobisk i lochów. W szczegółowych wnioskach z Sesji znalazło się m. in. takie sformułowanie: „Unikalne w skali europejskiej podziemia chełmskie powinny być wykorzystane jako atrakcyjny obiekt turystyczny. W tym celu należy m. in. utworzyć – zgodnie z wnioskiem Cementowni w Chełmie -jedyne w swoim rodzaju muzeum górnictwa kredowego”.    Trwająca dziesiątki lat walka miłośników krajobrazu i przeszłości Ziemi Chełmskiej o uratowanie i udostępnienie lochów kredowych została z pomocą naukowców krakowskich wygrana. Obiekt ten wszedł do katalogów i oficjalnych rejestrów jako zabytek UJ klasy. Chociaż prace zabezpieczające i konserwatorskie w podziemiach prowadzone są nadal, część zabezpieczona jest od dłuższego czasu udostępniana zwiedzającym. Ułatwia to zwłaszcza wybudowane nowe wejście przy ul. Przechodniej, które jest zarazem tunelem osuszającym podziemia. Za pomocą założenia gęstej sieci wierceń geologicznych i nowych metod „grawitacyjnych” odkryte zostały nie znane dotychczas ciągi korytarzy a także dziesiątki „ślepych” odcinków lochów. Tylko kilka najokazalszych ciągów będzie w przyszłości udostępnionych lub zabezpieczonych, pozostałe odcinki są zasypywane piaskiem, by „nie mogły zagrażać jezdniom i domom. Dość odległe zdaje się być zakończenie prac badawczych i zabezpieczających. Można sądzić, iż naukowcy zbiorą w Chełmie niezmiernie interesujący materiał, który stanie się źródłem poważnego opracowania naukowego osobliwości urbanistyczno-architektonicznych Chełma”

1 thought on “Chełm – podziemia kredowe”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *